🗺️ Poradnik Podróżnika: 🇧🇬 Bułgaria – kraj różanych olejków i nadmorskich kurortów

Chyba żadne państwo w Europie nie otrzymuje tak skrajnie różnych, wręcz sprzecznych opinii od turystów. Jedni szczerze się zachwycają, drudzy mówią: „co za porażka, nigdy więcej!”. Większość z tych opinii jest jednak całkiem uzasadniona. Bułgaria jest państwem bardzo różnorodnym i lepiej zastanowić się wcześniej, czego od niej oczekujemy. Piaszczyste plaże (tak!), ciepłe czyste morze (tak!), przepyszne i bardzo różnorodne jedzenie (tak!), bardzo przyjemna słoneczna aura i doskonałe, bardzo różnorodne alkohole – czyli zapraszamy do Poradnika Podróżnika o 🇧🇬 Bułgarii. Добре дошли, czyli witamy!

Fot: Who’s Denilo ?/ Unsplash

Podróż do 🇧🇬 Bułgarii

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że Bułgaria należy do Unii Europejskiej, ale nie do Strefy Schengen – dlatego każdy uczestnik podróży, także małe dzieci, koniecznie musi jechać z dowodem osobistym lub paszportem i przejść kontrolę graniczną.

Do Bułgarii łatwo i niedrogo (choć to, oczywiście, zależy od pory roku) dotrzemy drogą lotniczą. Jeśli zależy nam na stolicy lub raczej wyjeździe w bułgarskie góry – to lecimy do Sofii, np. bezpośrednio LOT- em z Warszawy. W tym przypadku lepiej odpowiednio wcześniej zainteresować się cenami biletów i śledzić promocje typu „Szalone środy” na stronie przewoźnika lub szukać okazyjnych przelotów z przesiadkami. Z kolei lotniska na bułgarskim wybrzeżu Morza Czarnego – Warna i Burgas – są nastawione na turystów, działają praktycznie tylko w sezonie wiosna/jesień, ale tam dolecimy czarterami oraz liniami WizzAir i Ryanair. W tym przypadku ceny szczególnie mocno zależą od pory roku – wczesną wiosną czy późną jesienią możemy dolecieć za grosze, ale w wakacje już bilet w jedną stronę będzie nas kosztował setki złotych. Można także zainteresować się przelotami czarterowymi polskich biur podróży, które nieraz mogą nam zaoferować bilety taniej niż Ryanair czy WizzAir w szczycie sezonu. Z obu tych lotnisk łatwo dotrzemy do tychże Warny lub Burgasa autobusami miejskimi lub taksówką.

W przypadku wyjazdu w wakacje (czyli kiedy mamy szczyt sezonu turystycznego i szczyt cenowy biletów lotniczych) zwłaszcza jeśli jedziemy w trójkę czy czwórkę – warto przemyśleć przejazd samochodem. Poza pewną oszczędnością na biletach lotniczych, da nam to też swobodę wyboru drogi – możemy wjechać do Bułgarii od strony zachodniej (przez Serbię) lub północno-wschodniej (przez Rumunię). Obie te trasy są zbliżone pod względem odległości, kosztów przejazdu (winiety za autostrady, ceny paliwa itp) oraz warunków drogowych. Obie mają też swoje bardzo mocne strony pod względem zwiedzania po drodze – polecałbym w związku z tym kombinację obu opcji na wyjazd/powrót.

Podróż przez Bułgarię

Wjeżdżając do Bułgarii samochodem trzeba koniecznie pamiętać, że w kraju tym obowiązują winiety na
wszystkich drogach międzymiastowych. W związku z tym obszar „płatny” zaczyna się tuż za szlabanem przejścia granicznego, a winietę na cały okres naszego pobytu należy niezwłocznie kupić w przygranicznym punkcie sprzedaży! Zwracam na to uwagę, ponieważ jest prawie 100% prawdopodobieństwa, że parędziesiąt metrów za przejściem granicznym będzie stał patrol lokalnej drogówki, a mandat za brak winiety na pewno będzie droższy niż jej zakup. Na bułgarskich autostradach nie ma dodatkowych winiet.

Drogi w Bułgarii są nie najgorsze, ale też nie najlepsze – dla kogoś, kto już kiedyś był w południowej Europie, nie będą zaskoczeniem pod względem jakości. Powiedzmy, mniej więcej jak w Polsce dekadę-dwie temu. Kultura jazdy lokalnych kierowców nie odbiega od przeciętnej europejskiej. Osobiście nigdy też nie miałem żadnych problemów z lokalną policją (jej posterunki są oznaczone w dość osobliwy z naszego punktu widzenia sposób – duże czarne litery… KAT). Jedyna naprawdę warta szczególnej uwagi cecha bułgarskich dróg to specyficzne ustawienie znaków kierujących do poszczególnych miejscowości – bardzo często „strzałki” stoją nie parędziesiąt metrów PRZED skrętem, tylko parę metrów PO! Dlatego warto jednak kierować się wskazaniami nawigacji, a nie pilnować „strzałki”, bo wtedy będzie już po skrzyżowaniu.

Ceny paliw są zbliżone do polskich, stacji benzynowych jest bardzo dużo, zaś ich ceny są centralnie kontrolowane i nie mogą się różnić między sobą więcej niż o maksymalnie kilka groszy. Jakość paliw jest wysoka. Dla kogoś minusem natomiast może być niewielka liczba stacji z gazem LPG.

Jadąc przez Bułgarię spokojnie można korzystać z nawigacji typu Google Maps czy jakiejkolwiek innej obejmującej obszar tego kraju. Ponieważ Bułgaria jest w UE, możemy się cieszyć pakietami internetu w bezpłatnym wewnątrzunijnym roamingu bez konieczności kupowania kart SIM miejscowych operatorów.

Jeśli nie wjeżdżamy swoim autem, to możemy łatwo poruszać się po kraju komunikacją publiczną. Sieć autobusów międzymiastowych jest dobrze rozwinięta, kursują one dość często, a ceny przejazdów nie są wygórowane (zbliżone do polskich). Minusem jest brak bazy rozkładów jazdy bułgarskich autobusów zintegrowanej np. z Google Maps, więc musimy szukać połączeń na własną rękę – przez internet lub udając się osobiście na najbliższy dworzec autobusowy. Tu warto mieć na uwadze, że Bułgarzy (zwłaszcza którzy nie pracują bezpośrednio z turystami zagranicznymi) nie są mistrzami znajomości języków obcych, ale ten brak nadrabiają nadzwyczajną wręcz życzliwością i szczerą chęcią pomocy gościom swojego kraju – można więc się spodziewać, że nawet starsza kasjerka na dworcu, nie znając ani słowa po angielsku lub niemiecku, dołoży wszelkich starań (pisząc na kartce, gestami czy jakkolwiek), żeby nam skutecznie wyjaśnić kiedy odjeżdża nasz autobus, skąd, ile i jak jedzie, i ile kosztuje bilet. Natomiast pomiędzy większymi miastami obwodowymi a mniejszymi miejscowościami kursują liczne busiki. Z kolei np. z Warny do kurortu Złote Piaski dojedziemy zwykłym autobusem miejskim.

Taksówki w Bułgarii nie są zbyt drogie, ale dla pewności lepiej korzystać z taksówek „korporacyjnych” – zamawiając je np. za pośrednictwem hotelu lub pensjonatu, w którym się zatrzymamy. Niestety, taksówkarze jeżdżący po kurortach są świadomi częstej nieświadomości turystów co do cen, więc potrafią mocno zawyżać taryfy – dlatego lepiej nie ryzykować i nie brać pierwszej lepszej taksówki z ulicy. Normalna cena wynosi w przeliczeniu ok 2 zł za kilometr – np. z Warny do Złotych Piasków taksówka będzie kosztowała ok. 40 zł, niewiele drożej zapłacimy jadąc w nocy. Zaznaczę, że przewoźnicy typu Uber czy Bolt w Bułgarii nie funkcjonują. Za bilety w autobusach lub za przejazd taksówką zapłacimy wyłącznie gotówką, dlatego konieczne trzeba mieć przy sobie bilon i banknoty mniejszych nominałów.

Wypożyczenie samochodu – temat bez dna. Generalnie ceny, jak to w Bułgarii, nie są wygórowane, ale mocno zależą od sezonu – w wakacje będzie, oczywiście, najdrożej. Bez problemów wypożyczymy auto w którejś z wypożyczalni (także tych globalnych sieci) na lotniskach lub zarezerwujemy przez internet. Warunki wypożyczenia również są jak najbardziej ogólnie przyjęte – opłata za wynajem plus kaucja na karcie kredytowej lub wykupienie pełnego ubezpieczenia za gotówkę na miejscu. Czasami można na krótko wypożyczyć auto na miejscu przez hotel, w którym się zatrzymamy, lub od właściciela pensjonatu (czy sąsiada właściciela), ta opcja jest jednak bardziej niż niepewna, zaś cena wcale nie będzie zbytnio niższa od tej w wypożyczalniach „sieciowych”.

Fot: Evgeni Evgeniev/ Unsplash

Fot: Liam Martens/ Unsplash

Fot: Anna Karaivanova/ Unsplash

Płatność i ceny Bułgarii

Uwaga! W Bułgarii walutą narodową jest lewa bułgarska, płacimy więc w lewach. Lewa jest sztywnie przywiązana do euro – 2 lewy za 1 euro. Ceny, jak już wspominałem, są na ogół zbliżone do polskich, choć niektóre produkty (np. alkohol) są nieco tańsze, ale już dawno minęły czasy, kiedy Bułgaria była naprawdę odczuwalnie tanim krajem dla polskiego turysty z cenami niższymi rzędu 30-40 proc.

W sklepach czy knajpach cenniki są wyraźne i zrozumiałe, nie powinniśmy mieć wątpliwości co ile kosztuje. Choć w miastach (a zwłaszcza w ośrodkach turystycznych) jest sporo kantorów wymiany walut, najlepszym wyjściem będzie nie zabieranie ze sobą euro lub dolarów, tylko zwyczajne wypłacanie gotówki w bankomatach. Tu warto mieć na uwadze, że trzeba korzystać z bankomatów należących do banków, ponieważ liczne bankomaty sieci Euronet pobierają dodatkową prowizję w wysokości kilkunastu złotych za każdą wypłatę! Niestety płatność kartami nie jest tak rozpowszechniona jak w Polsce – w hotelach zapłacimy kartą, ale w mniejszych pensjonatach już nie zawsze, w sklepach zazwyczaj zapłacimy kartą, ale na targu raczej nigdy, w knajpach mniej więcej pół na pół (na kurortach, gdzie przyjeżdżają turyści zagraniczni prawie zawsze, ale w lokalnych „mechanach” dla miejscowych już niekoniecznie), w autobusach i taksówkach wyłącznie gotówka.

Przy okazji warto wspomnieć, że Bułgaria jest raczej bezpiecznym krajem, zaś Bułgarzy nie są skorzy do naciągania obcokrajowców, mimo to zawsze warto zachowywać podstawowe środki ostrożności. Czasami gdzieniegdzie da się zapłacić w euro, ale będzie to raczej wyraz życzliwości sprzedawcy niż standard, poza tym wtedy kurs wymiany prawdopodobnie będzie niezbyt korzystny dla nas. Warto poza tym zaznaczyć, że w knajpach zwyczajowy napiwek wynosi 5 proc., ale jeśli chcemy szczególnie docenić kelnera to dajemy 10 proc., napiwki nie są doliczane do rachunku.

Ochrona zdrowia i ubezpieczenie

Bułgaria należy do UE, wobec tego polskie ubezpieczenie w NFZ jest tam ważne. Oczywiście, warto mieć na wszelki wypadek kartę EKUZ. Poziom służby zdrowia jest naprawdę niezły – choć przychodnie czy szpitale nie wyglądają jak te z seriali typu „Dr House” czy „Chirurdzy”, to jednak pracowitość i kompetencje personelu mogą zrobić wrażenie jak w serialu „Dr Martin” (sam byłem zaszokowany, kiedy moją kilkuletnią córkę przyjęto na SOR w niewielkim lokalnym szpitalu na prowincji w środku nocy, dosłownie w ciągu godziny zrobiono wszelkie niezbędne badania, postawiono diagnozę, podano leki, wszystko się odbywało pod ciągłą opieką pielęgniarki, a na koniec dyżurna lekarka odmówiła jakiejkolwiek zapłaty i życzyła nam udanych wakacji).

Warto jednak wykupić dodatkową polisę turystyczną – ceny nie są wygórowane – a to dlatego że w przypadku Bułgarii trzeba zwrócić uwagę na… dentystów. Otóż, bułgarscy dentyści są doskonale wyszkoleni, gabinety są liczne i dobrze wyposażone, stosowane materiały są na światowym poziomie, a ceny….tak, w tym przypadku ceny są wręcz szokująco niższe niż w Polsce. Przez to wielu zachodnich turystów łączy w Bułgarii przyjemne z pożytecznym, czyli plażowanie z leczeniem zębów. Wszystkie polisy turystyczne obejmują stomatologię, różnią się jedynie górnym progiem wypłacanego świadczenia – od 200 do 250 euro na osobę (informację tę sprawdzimy w warunkach ubezpieczenia, stomatologia zawsze widnieje w osobnej rubryce). Leczenie stomatologiczne nie jest objęte kartą EKUZ, dlatego powinniśmy zapłacić na miejscu z własnych pieniędzy. Lekarz wydaje nam wtedy komplet dokumentacji medycznej z rachunkami, na podstawie której możemy się zwracać do ubezpieczyciela o rekompensatę z polisy poniesionych kosztów. Z własnego doświadczenia powiem, że 250 euro to kwota w zupełności wystarczająca do wyleczenia nawet kilku zębów (wliczając leczenie kanałowe czy chirurgiczne). W nadmorskich ośrodkach turystycznych personel hotelowy często jest w stanie skierować do godnego polecenia dentysty, który jest przyzwyczajony do pracy z zagranicznymi turystami i bez problemów wystawi wszelkie papiery niezbędne do uzyskania odszkodowania za leczenie.

Foto: Jonathan Borba/ Unsplash

Fot: Georgi Kyurpanov/ Unsplash

Fot: Stefan Vladimirov/ Unsplash

Fot: Emily Andreeva/ Unsplash

Kuchnia w Bułgarii

Zdaniem Bułgarów, ich kuchnia to prawdziwe dobro narodowe – i mają w tym sporo racji. Bułgarski dowcip: „-Dlaczego Bułgar, jadąc do Niemiec do pracy, wiezie dwie walizki? – Bo potrzebuje tyle jedzenia zanim znów wróci do domu”.

Kraj ten nie jest gęsto zaludniony, przemysł jest niezbyt rozpowszechniony, zaś klimat tworzy niemal idealne warunki dla rolnictwa w ekologicznie czystym środowisku. Niestety globalizacja robi swoje, więc bułgarskie produkty spożywcze nie są już takie jak ze 20 lat temu, ale wciąż utrzymują bardzo wysoką jakość i względnie niewysokie ceny. Bułgarska kuchnia jest naprawdę bardzo różnorodna – przekąski, sałatki, zupy, drugie dania… wszystko jest warte spróbowania i godne polecenia.

Przekąski to przede wszystkim warzywne sałatki – zwłaszcza fantastyczna „sałatka szopska” (шопски салат), czyli pomidory, ogórki, papryka, oliwki, a przede wszystkim niepowtarzalne bułgarskie białe sery kozie lub owcze „sirenie” (сирине). Zupy (чорба) często przypominają polskie – są dość gęste i pożywne, ale zazwyczaj są nieco bardziej pikantne. Drugie dania stanowią ciekawy (dla interesujących się gastronomią) przykład dobrze zrównoważonej kuchni mięsno- warzywnej – muszę zaznaczyć, że wegetarianie a zwłaszcza weganie mogą być niepocieszeni. Ciekawe, że w bułgarskich knajpach bardzo rzadko serwują tak banalne danie jak jajecznica – tylko czasem można spotkać ją pod nazwą „omelet” (омелет) z dodatkiem wspomnianego wyżej „sirenie” lub szynki. Jako dania śniadaniowe zazwyczaj są podawane naleśniki (палачинка) – oczywiście, także z „sirenie” lub dżemem. Jako przekąskę polecam także „banice” (баница) czyli wypieki z ciasta francuskiego z nadzieniem z… cóż za niespodzianka, „sirenie”. Wybór deserów natomiast nie jest zazwyczaj powalający – najczęściej są to po prostu różne lody. Zaskakiwać natomiast może niezbyt bogaty, jak na kraj nadmorski, wybór dań rybnych – w knajpach jest on dość skromny, ale z kolei w małych lokalach przy plażach możemy znaleźć szeroką ofertę różnych grillowanych i wędzonych rybek, doskonale pasujących do zimnego piwa.

Owoce morza – znajdziemy je w restauracjach specjalizujących się w tych daniach, dopiero tam zobaczymy naprawdę szeroki wybór z dziesiątków pozycji w menu. Niestety, różnica w jakości dań bywa tu aż zbyt duża, zaś cena nie jest żadnym wyznacznikiem – możemy trafić na straszną chałę w bardzo drogiej restauracji na nadmorskiej promenadzie „za miliony”, a w jakiejś niepozornej knajpce spotkamy prawdziwe „niebo w gębie” za niewielkie pieniądze. A poza tym warzywa i owoce, warzywa i owoce, i jeszcze raz warzywa i owoce.

Co do picia? Uwaga, treść wyłącznie dla pełnoletnich, gdyż może stanowić… Niestety, Bułgaria w Polsce pod względem alkoholi jest znana głównie z tanich win „Sophia” oraz brandy „Słoneczny brzeg” czy „Pliska”. Nie są złe, ale to jednak nie to, inne alkohole prawie nie są sprzedawane, zaś rakije wcale nie są sprowadzane do polskich sklepów. A właśnie rakije są prawdziwie narodowym alkoholem Bułgarów. Ciekawe, że Bułgarzy nie jedzą winogron – winogrona służą wyłącznie do produkcji alkoholi. Bułgarska rakija to owocowa wódka (albo raczej bimber), może być robiona z winogron, śliwek, moreli lub (najlepsza!) z brzoskwiń. Nie jest to taka wódka, jaka np. w krajach byłej Jugosławii również jest zwana rakiją, tylko raczej coś w rodzaju śliwowicy, choć produkowana z różnych gatunków owoców. Przeciętna cena 0,5 l rakii w sklepie to kilkanaście-dwadzieścia złotych (w przeliczeniu), za te pieniądze dostaniemy całkiem dobry produkt – warto kupować te, które mają najgęstszy kolor. Nie ma natomiast sensu kupować drogich butelek – za kilkadziesiąt złotych – ich jakość wcale nie będzie lepsza. Wina znajdziemy wszelakie – białe, czerwone, różowe, słodkie, wytrawne… Tu również nie ma większego sensu brać butelki z najwyższej półki cenowej, wystarczy średnia. W hipermarketach często można kupić wina w kilkulitrowych kartonach – ich cena jest dość niska, ale jakość wcale nie najgorsza. Na upalne dni Bułgarzy radzą pić czerwone wino zmieszane mniej więcej pół na pół z wodą z lodem – doskonale gasi pragnienie, pomaga lekko znosić upał, a jednocześnie trudno tym się upić. Piwa w Bułgarii są warzone w kilku browarach, ich jakość i cena są, powiedzmy, w porządku – mi się wydaje, że wszystkie smakują niemal tak samo, ceny również są zbliżone do siebie. Dla oszczędności można śmiało kupować piwa w butelkach PET o pojemności 2-2,5 litra – cena będzie niższa niż butelkowanego czy w puszkach, a jakość dokładnie taka sama.

Gdzie zjeść? Najpierw gdzie nie zjecie – w McDonaldzie. Otóż, będąc w Bułgarii wielokrotnie, spotkałem tylko dwa „Maki”, choć nie wykluczam, że gdzieś się uchowały jeszcze z kilka. Mówiąc ogólnie, najlepiej jeść tam gdzie się stołują miejscowi – najczęściej będą to lokalne tawerny zwane „mechana” (механа), czyli po prostu „knajpa” – coś pomiędzy barem a restauracją, zazwyczaj o wystroju stylizowanym na folkowy (kolorowe obrusy, masywne drewniane meble, napoje podawane w glinianych kubeczkach, kelnerzy w ludowych koszulach itp.). Widzicie taki szyld? Możecie śmiało wchodzić – jedzenie będzie smaczne, a ceny nie wygórowane. Wieczorami w „mechanach” często możemy trafić na muzykę na żywo, która porywa do tańca miejscowe panie – w odróżnieniu od organizowanych dla turystów „wieczorków ludowych” jest to autentyczne, szczere i bardzo piękne. Problem natomiast może się pojawić w kurortach typu Słoneczny Brzeg lub Złote Piaski. Trzeba zaznaczyć, że te miasteczka są poniekąd państwem w państwie – składają się prawie wyłącznie z hoteli, miejscowi tam nie mieszkają, tylko pracują, przez co prawie nie znajdziemy tam prawdziwie bułgarskich „mechan” – pizzerie, restauracje będą, ale nie te autentyczne „mechany”. W ogóle, jeśli chodzi o wakacje na kurortach, to ja bym radził wybierać opcję HB (czyli z obiadokolacjami), która daje najlepszy stosunek jakości usługi do ceny. Po pierwsze, dopłata do HB zazwyczaj nie jest wysoka, a na pewno niższa niż za All Inclusive – dostaniemy za to dobre posiłki i open bar z alkoholami wieczorem. Po drugie, na kurortach, niestety, oferta gastronomiczna „na mieście” jest raczej dość uboga (ponieważ większość turystów i tak wybiera żywienie się w hotelach), a ceny często wygórowane. Opcja HB zagwarantuje nam, że nie będziemy głodni, zjemy dobrze, nie wydamy majątku, a „na miasto” możemy wyjść na kawę lub wino.

Kiedy wybrać się do Bułgarii?

Bułgarskie wybrzeże jest, oczywiście, gorętsze od polskiego Bałtyku, ale chłodniejsze od Grecji czy Turcji. Sezon tam jest nieco krótszy od krajów leżących bardziej na południe – zaczyna się mniej więcej w połowie czerwca, a kończy w połowie września. Nieraz w polskich biurach podróży można trafić na oferty „last minute” za niecały tysiąc złotych od osoby w opcji HB na drugą połowę maja lub początek czerwca. Czy warto? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Pogoda wówczas będzie najpewniej jak nad Bałtykiem w lipcu – powietrze nieco ponad dwadzieścia stopni, woda z kilkanaście stopni, z dużym prawdopodobieństwem opadów. Dla kogoś, kto nie zamierza się smażyć na plaży, może to być ciekawa i opłacalna opcja, bo na wakacyjne plażowanie raczej nie należy liczyć – choć z pogodą bywa różnie, można jednak trafić na prawdziwie gorący słoneczny tydzień. Jest to dobra opcja by spokojnie odpocząć, dobrze zjeść i co nieco pozwiedzać za niewielkie pieniądze i bez tłumów wczasowiczów.

Natomiast w połowie czerwca ktoś gdzieś tam „w górze” pstryka przełącznikiem i nagle z dnia na dzień robi się gorąco pod trzydzieści stopnie, woda w morzu grzeje się w oczach, a w hotelowych restauracjach i na plażach nagle pojawiają się tysiące turystów z całej Europy. Zaczyna się sezon, który trwa aż do końca wakacji. A potem… No właśnie, moim zdaniem, potem dopiero jest najlepszy moment by odwiedzić bułgarskie wybrzeże – czyli początek września. Tzw. „wysoki sezon” się kończy, ceny lotów, noclegów i pakietów wyjazdowych spadają w oczach, tłumy się rozjeżdżają do domów, ale… słońce świeci cały czas, jest bardzo ciepło (choć już nie ma skwaru jak w lipcu), morze też jeszcze jest ciepłe. Będzie tak aż do połowy września, kiedy tamten ktoś „w górze” znów pstryknie, a pogoda zacznie się z dnia na dzień robić coraz bardziej jesienna.

Jesienią i zimą bułgarskie wybrzeże nie jest kierunkiem atrakcyjnym – często pada, jest pochmurno, kurorty świecą pustkami, w restauracjach hula wiatr i czasem się przemknie znudzony kelner.

Z kolei zimą w bułgarskich górach zaczyna się sezon narciarski. Tak, w Bułgarii są góry, są kurorty górskie i są wyciągi. Nie jest to tak znany i popularny kierunek jak Austria czy Włochy, ale na pewno jest nieporównywalny tańszy! Niestety, w polskich biurach podróży oferty zimowych wyjazdów na narty do Bułgarii są niezwykle rzadkie, ale może warto rozważyć ten wariant i wyjechać na własną rękę (lecąc do Sofii, a dalej autobusem lub samochodem).

Fot: Antonia Chekrakchieva/ Unsplash

Foto: Hanny Naibaho/ Unsplash

Atrakcje kulturowe

Pewnie mało kto wie, ale w Bułgarii są bardzo popularne festiwale rockowe. Zaczęło się na początku naszego tysiąclecia kiedy mer nadmorskiej Kawarny, lubiący jeździć po miasteczku „w skórze” motorem, postanowił umilić rodakom wakacje starym dobrym rockiem. Dosłownie starym dobrym – i zaczął zapraszać na występy weteranów sceny hard czy heavy metal. Przez dekadę w Kawarnie wystąpili m.in. Scorpions, Alice Cooper, Motorhead, Nightwish czy Manowar (ci akurat byli tak zachwyceni bułgarską gościnnością, że zagrali najdłuższy koncert w swojej historii – ponad 5 godzin!). Kavarna Rock Fest szybko stał się imprezą ściągającą dziesiątki tysięcy gości, także spoza Bułgarii (sam spotkałem tam raz turystów aż z Argentyny). Niestety, od kilku lat festiwal już się nie odbywa, a na pamiątkę, że miasteczko było rockową stolicą kraju, pozostały liczne olbrzymi murale na blokach z wizerunkami muzyków.

Obecnie w Bułgarii festiwale rockowe odbywają się w różnych lokalizacjach, goszcząc nieraz czołowych wykonawców z całego świata. Jeśli ktoś lubi takie klimaty to polecam przed wyjazdem poszukać w internecie informacji o zaplanowanych koncertach.

Będąc gdzieś na prowincji możemy trafić na bardzo rzadkie zjawisko – ludzi, chodzących po rozżarzonych węglach. Boso. Tak zwani nestinarze (нестинари) uważani są za sektę, choć sami podkreślają swoje szczere przywiązanie do chrześcijaństwa, występując koniecznie z ikonami. Ich występy odbywają się w lecie głębokim wieczorem. Transowa muzyka, olbrzymie okrągłe palenisko, rozżarzone węgle ułożone w kształt krzyża, śpiewające panie w długich białych szatach w pewnym momencie wchodzące i tańczące na tych węglach… jest to naprawdę niesamowity widok.

Wybrzeże Morza Czarnego

Swoją podróż po Bułgarii możemy rozpocząć albo od któregoś z kurortów z wyjazdem zorganizowanym, lub na własną rękę. Te kurorty to tak naprawdę osobne miasteczka, złożone prawie z samych hoteli, sklepików i restauracji. Warto zaznaczyć, że każde z nich ma swoją dość wyraźną specyfikę – i chyba właśnie z tego wynika niezadowolenie wielu po pobycie w Bułgarii, gdyż niektóre zalety kurortu mogą jednych zachwycić, ale dla kogoś innego mogą być wadą nie do zniesienia.

Fot: Neven Myst/ Unsplash

Złote Piaski, fot: Dannyel Spasov/ Unsplash

Warna, foto: Presentsquare/ Unsplash

Północna część wybrzeża

Albena – ośrodek składający się z dziesiątków luksusowych hoteli, nastawionych głównie na turystów z bogatszych krajów Europy Zachodniej i Północnej. Ceny tam są o niebo wyższe niż „średnie w Bułgarii” – kiedyś zapłaciłem 5 euro za kawę w niewielkiej kawiarence. Tak, w Albenie bez problemu zapłacimy w euro – ze względu na tamtejszą klientelę. Jest to klasyczny przykład „państwa w państwie”, ponieważ nawet wjazd do miasteczka jest zagrodzony szlabanem, a za wjazd tam prywatnym samochodem musimy zapłacić. Jest to, zresztą, bardzo częste w Bułgarii – kurorty są nie dla każdego. Ze względu na wyśrubowane ceny zorganizowane wyjazdy do Albeny w ofercie polskich operatorów turystycznych nie są zbyt popularne. Czy warto tam się udać na własną rękę? Wątpię. W sezonie hotele są wykupywane przez biura podróży, będzie więc problem ze znalezieniem noclegu za adekwatną cenę. Architektonicznie zaś kurorty nie są szczególnie atrakcyjne – dziesiątki betonowych hoteli i… kilometry plaż. A właśnie po to tam jedziemy, bo zabytki są gdzie indziej.

Złote Piaski – kolejny kurort, leżący na południe od Albeny. Składa się z nieco starszej zabudowy. Zaletą tego miasteczka są niższe ceny hoteli, przez co częściej występuje ono w ofertach polskich biur podróży. Kurort ten polecałbym raczej osobom starszym lub rodzinom z dziećmi – nie znajdziemy tu licznych restauracji, pubów czy klubów (dlatego powtórzę, że lepiej wybierać pakiet z wyżywieniem jeśli kupujemy wycieczkę z biura), lecz jest to dobre miejsce dla szukających spokojnego wypoczynku. Niektórym to może się kojarzyć z PRL-em – faktycznie, wiele hoteli ma po parędziesiąt lat, choć są porządnie odnowione. Jednak olbrzymi park po jednej stronie i morze po drugiej tworzą klimat iście wakacyjnego relaksu, a wina lub rakii można się napić wieczorem w hotelowym barze lub kupić w sklepiku na ulicy.

Bałczik – niewielkie miasteczko blisko rumuńskiej granicy. Poza skromną plażą znajdziemy tu piękny ogród botaniczny. Przed II Wojną Światową obszar ten należał do Rumunii, a w tym ogrodzie swoją letnią rezydencję miała królowa rumuńska. Ogród i pałacyk królowej są utrzymane w doskonałym stanie, zwiedzanie zajmie nam z kilka godzin. Poza tym w ogrodzie działa sklepik z winami – warto do niego zajrzeć, ponieważ znajdziemy tam doskonałe trunki, których nie ma w szerokiej dystrybucji, po niewygórowanych cenach.

Aladża – pozostałości małego średniowiecznego klasztoru. Zaledwie 3 kilometry od Złotych Piasków znajduje się skalny monaster – jego początki sięgają aż IV wieku. Mnisi urzędowali w kilku jaskiniach – zobaczymy tam cele mieszkalne, refektarz, klasztorną kaplicę i nawet cmentarzyk, gdzie zmarłych chowano prosto w skale. Nieco dalej znajdują się niewielkie katakumby. Dookoła rozciąga się park narodowy, idąc którym możemy dotrzeć do Aladży prosto z kurortu.

Warna – największe miasto regionu. Niestety, za wiele atrakcji tam nie znajdziemy. Plaża miejska i rozciągający się park nadmorski – warto tam się wybrać z dziećmi. Mali podróżnicy na pewno chętnie odwiedzą małe lokalne zoo, ale najciekawszą atrakcją będzie dla nich delfinarium. Wizytę w delfinarium należy zaplanować z wyprzedzeniem – na stronie internetowej sprawdzić godziny pracy i występów, a nawet kupić bilety. Ciekawa jest kawiarnia, działająca przy delfinarium – jedna z jej ścian jest szklana i wychodzi prosto na basen z delfinami, a przez nią możemy spokojnie obserwować te piękne zwierzęta pijąc kawę i jedząc deser. Spacerując po centrum miasta możemy wstąpić do okazałej prawosławnej katedry z XIX wieku – Soboru Zaśnięcia Matki Bożej.

Dalboka (Дълбока) – jeśli jesteście samochodem gdzieś w pobliżu Kawarny lub półwyspu Kaliakra i bardzo lubicie owoce morza, to koniecznie musicie wpaść tu. Nie jestem skory do polecania knajp, bo każdy ma swój gust, ale w tym przypadku zrobię wyjątek. Jest to farma małż, postawiona w morzu (zbudowana za dotacje z UE), więc produkty do restauracji są hodowane na miejscu i zawsze są świeże. Liczba pozycji w menu przyprawia o zawrót głowy – małże (czy jak kto woli – mule) w dziesiątkach smaków i kombinacji. Moim (i nie tylko) zdaniem, najlepsze tam są „mule z ryżem” (мидие о рис) – czyli małże faszerowane ryżem. Ceny wprawdzie nie należą do najniższych, ale nie są wygórowane jak na tego typu lokal. Niestety, miejsce to jest na totalnym odludziu, więc polecane jedynie zmotoryzowanym turystom.

Południowa część wybrzeża

Burgas – jeśli naszym celem jest np. Słoneczny Brzeg, to na pewno wylądujemy na lotnisku w Burgasie. Największe miasto regionu – duży ośrodek przemysłowy i portowy. Samo miasto jednak nie jest atrakcyjne pod względem turystycznym.

Słoneczny Brzeg – największy w Bułgarii (10 kilometrów plaży!) bardzo znany kurort, cenowo jest tylko niewiele droższy od Złotych Piasków, dlatego tam częściej spotkamy turystów z Europy Centralnej. Sam kurort pozycjonuje się poniekąd jak bułgarskie centrum klubowe – znajdziemy tu mnóstwo knajp i klubów czynnych do białego rana. Z tego względu nie polecałbym tego kierunku dla kogoś, kto pragnie ciszy i spokoju, choć młodym turystom taka właśnie atmosfera zapewne będzie bardziej odpowiadała. Jeśli ktoś chce wypoczynku, powiedzmy, rodzinnego – osoby starsze i/lub z małymi dziećmi – to bardziej odpowiednim wyborem będzie wyjazd na Złote Piaski. Podobnie jak w przypadku innych kurortów dobrym pod względem ceny i własnej wygody wyborem będzie zakup pakietu z wyżywieniem. Tuż obok kurortu znajduje się największa perełka bułgarskiego wybrzeża – Nesebyr. Położone na niewielkim półwyspie miasteczko jest rezerwatem architektonicznym i archeologicznym od 1956, a od 1983 zabytki kultury w mieście zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Formalnie to Słoneczny Brzeg jest częścią Nesebyru, a pierwsza osada powstała tu aż w I tysiącleciu przed naszą erą! Od czasów antycznych przetrwały mury miejskie i brama. Starówka natomiast składa się z licznych cerkwi z czasów średniowiecza. Ze Słonecznego Brzegu dostaniemy się tam autobusem miejskim lub pieszo. Niestety to przepiękne miejsce padło ofiarą nieokiełznanej wątpliwie pojętej swobody przedsiębiorczości – wszędzie stoją stragany niezliczonych handlarzy tandetą „made in China”, które nieraz całkowicie zasłaniają widok na zabytki architektury (zjawisko aż za dobrze znane nam z polskiego wybrzeża czy Krupówek w Zakopanem). Dlatego zwiedzanie Nesebyru zalecałbym jednak po sezonie – kiedy wielotysięczne tłumy turystów rozjadą się do domów, a handlarze zwiną swoje kramiki.

Na południe od Burgas znajdziemy wzdłuż wybrzeża natomiast liczne miasteczka, do których możemy wybrać się na własną rękę (w odróżnieniu od kurortów, gdzie noclegi są hurtem wykupywane przez biura turystyczne). Same w sobie nie są one zbyt atrakcyjne do zwiedzania – z grubsza przypominają polskie wybrzeże Bałtyku. Znajdziemy tam sporo pensjonatów i hotelików na każdą kieszeń oraz sporo autentycznych lokalnych barów i restauracji. No i, oczywiście, plaże, plaże i jeszcze raz plaże. Zaznaczę tu, że bułgarskie plaże są zazwyczaj bezpłatne – poza tymi, które należą do pobliskich hoteli – zapłacimy natomiast za korzystanie z leżaków lub parasoli. Jeśli zaś chodzi o plaże hotelowe – czasami są one ogrodzone, wtedy wstęp na nie mają wyłącznie goście hotelu, ale najczęściej są one otwarte dla wszystkich, tylko należy uiścić niewielką opłatę (może także się zdarzyć, że wystarczy kupić jakieś napoje w hotelowym barze przy plaży i w ten sposób stać się klientem hotelu z prawem korzystania z plaży i leżaków). Na tym tle wyróżnia się jedno miasteczko – Sozopol. Nie ukrywam, jest to moje ulubione miejsce w Bułgarii – olbrzymie plaże, szeroki wybór noclegów (od małych pensjonatów po luksusowe hotele), mnóstwo knajpek z atrakcyjnymi cenami (szczególnie polecam rozmaite „menu dnia”, kiedy za niewielkie pieniądze dostaniemy pełnowymiarowy dobry obiad). I przepiękna stara część miasteczka – urokliwe wąskie uliczki, charakterystyczna architektura budynków (druga kondygnacja wyraźnie wystaje znad pierwszej, dając ulicy upragniony cień w upalne dni), pozostałości z czasów średniowiecza… I w tym wszystkim nie ma tych okropnych straganów z tandetą jak w Nesebyrze. Do Sozopola bez problemów można jechać na własną rękę – wybór noclegów na każdą kieszeń jest przebogaty. Zresztą nie jest to miejsce wykupione przez biura –tu odpoczywają Bułgarzy, ale także spotkać można Serbów, Rumunów a nawet Turków. Zresztą, jeśli jesteście zmotoryzowani, to właśnie do Turcji można się wybrać na jednodniową wycieczkę np. do Edirne.

Ropotamo – przeurocza rzeka, wpadająca do Morza Czarnego, rezerwat przyrody zaledwie kilkanaście kilometrów od Sozopola. Warto tu przyjechać na rejs łódką, podczas którego możecie podziwiać przepiękną dziką przyrodę sprawiającą wrażenie lasów podzwrotnikowych, całe tafle lilii wodnych, a nawet spotkać czaple.

Burgas, fot: Desi Min/ Unsplash

Nesebar, fot: Oleg Brukh/ Unsplash

Sofia, fot: Yoav Aziz/ Unsplash

Płowdiw, fot: Anton Atanasov/ Unsplash

Interior, czyli Bułgaria na czterech kółkach

Jeśli wjeżdżamy do Bułgarii od strony Serbii lub zachodniej części Rumunii, to warto zajechać do miasteczka Biełogradczik (Белоградчик). Znajdziemy tu malowniczo położoną w górach fortecę, ale największą atrakcją są niezwykłe formacje skalne przypominające wysokie kominy. Krajobraz tych piaskowych skał w różnych kolorach (od białych po czerwone) może przypominać słynną turecką Kapadocję. W miasteczku łatwo znajdziemy noclegi o różnym standardzie w niewygórowanych cenach.

Niedaleko jest jeszcze jedna bardzo ciekawa atrakcja turystyczna – jaskinia Magura (Магура). Łączna długość jej korytarzy to 3 km. Jaskinia słynna jest nie tylko z powodu licznych potężnych (aż do 11 m długości!) stalaktytów i stalagmitów, ale przede wszystkich z ok 700 naskalnych rysunków, które pochodzą nawet z 3900 r p.n.e., co czyni je jednymi z najstarszych przykładów rysunków naskalnych Europy.

Jadąc w kierunku wybrzeża na wschód, polecam poświęcić dzień na zwiedzanie Wielkiego Tyrnowa – z malowniczymi starymi uliczkami i średniowieczną twierdzą Carewiec (Царевец). Pod Wielkim Tyrnowem polecam wizytę w maleńkim miasteczku Arbanasi. Zobaczymy tam niezwykłą zabudowę z domków- „fortec”, które nieco przypominają bunkry. Na szczególną uwagę zasługuje średniowieczna cerkiew Narodzenia Pańskiego z przepięknymi bułgarskimi freskami. Do Wielkiego Tyrnowa, jeśli nie dysponujemy samochodem, bez problemów dojedziemy autobusami z większych ośrodków miejskich – Warny czy Burgasu. Z Tyrnowa do Arbanasi można dojechać taksówką. Z kolei jeśli obierzemy kierunek południowy, zmierzając w stronę granicy z Grecją, dojedziemy do bułgarskich gór Piryn.

Moim zdaniem, stolica kraju – Sofia – nie stanowi jakiejś większej atrakcji turystycznej, więc ja bym jechał dalej. Już parę kilometrów po minięciu Sofii zaczynają się piękne wysokie góry, gdzie nawet latem przy dobrej pogodzie widać ośnieżone szczyty. Prawdziwą perełką jest tam monaster w wiosce Riła. Rilski monaster pochodzi z XIV wieku (choć pustelnia istniała tam od X stulecia), położony jest 1100 m n.p.m. Jego centralną część stanowi przepiękna cerkiew pw Świętej Bogurodzicy z XIX w. Niezwykła architektura, piękne malowidła i lokalizacja świątyni spowodowały, że znalazła się ona na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Bułgarskie góry, podobnie jak Tatry, są atrakcyjne przez cały rok. Jednak wysoki sezon tam to zdecydowanie zimą, dlatego lato może być ciekawą okazją do spędzenia w tym regionie kilku dni – nie spotkamy tam tysięcy turystów (którzy w tym czasie oblegają wybrzeże), łatwo znaleźć nocleg, a ceny w hotelach są wówczas najniższe w ciągu całego roku.

Jednym z najciekawszych ośrodków turystycznych regionu jest niewielka miejscowość Bansko – swoim klimatem przypominająca Krynicę Górską lub Zakopane. Zimą ten górski kurort wypełniają narciarze, lecz latem można tam odpocząć od miejskiego zgiełku i uniknąć tłumów. W samym uzdrowisku, a zwłaszcza w okolicach, znajdziemy liczne hotele i pensjonaty o różnym standardzie i w różnych przedziałach cenowych. Polecam zwrócić uwagę na okoliczne hotele SPA – ich standard jest dość wysoki, a ceny w niskim sezonie są naprawdę atrakcyjne jak na tego typu placówki.

Jadąc z gór na wschód w stronę wybrzeża najpewniej będziemy przejeżdżać przez Płowdiw (chyba że postanowimy przemieszczać się drogami lokalnymi). Jest to drugie pod względem wielkości po Sofii i jedno z najstarszych miast Bułgarii. Szczególnie ciekawe pod względem zwiedzania jest centrum miasta: znajdziemy tam pozostałości starożytnych murów miejskich, liczne ruiny ze stanowiskami archeologicznymi i piękny rzymski teatr – zbudowany w II w p.n.e., został odrestaurowany i jest czynny. Poza tym warto pospacerować krętymi uliczkami, zabudowanymi w klasycznym bułgarskim stylu budynkami z wystającymi drewnianymi kondygnacjami, dającymi upragniony cień w upalne dni.

Dolina Róż – dolina w środkowej części kraju, w pobliżu miasteczka Kazanłyk, kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od Płowdiwu. Bułgaria jest największym w Europie producentem olejku różanego, który jest wyrabiany właśnie w tym regionie. Całe hektary plantacji róży damasceńskiej (z płatków której produkowany jest olejek) sprawiają niesamowite wrażenie wzrokowe i zapachowe, ale…Niestety, tylko tuż przed zbiorami, które są w maju. Po zbiorach przypominają już tylko zwykłe pola z krzakami, a nam pozostaje kupować olejki i kosmetyki na ich bazie w bułgarskich sklepach.

Autor:

Bartosz Jaglarz

Student dziennikarstwa, freelancer i podróżnik. Największy fan Wietnamu i Formuły 1 pod słońcem i miłośnik klimatu południowych Włoch. Największe marzenie? Zwiedzić każdy zakątek Azji Południowo-Wschodniej!