Świat.PL: turystyka, podróże i Polacy za granicą

Abstrahując (prawie napisałem przez „ch” – wyszłoby śmiesznie) od lekko patetycznego tytułu, coś w tym jest, że jako nacja przemieszczamy się niesamowicie dynamicznie. Okey, zabrzmiało roszczeniowo i ekspansjonistycznie, ale przyznacie, że istnieje pewien genom w naszym DNA, który mówi: rusz się! O czym będzie ten tekst? O nas, o naszych wyjazdach, rozjazdach i ewentualnie powrotach… aczkolwiek, jak się później okaże, bywało z tym ciężko.

Zdjęcia: autorskie/ imgflip, bo tylko w takim umiem

Sięgnąłem trochę do literatury i wyczytałem, że należy rozróżnić pojęcia podróż i turystyka. To pierwsze (podróż) jest raczej procesem lub czynnością, niekoniecznie związaną z wypoczynkiem. Nie musi też być eskapadą rodem z filmów o Indianie Jonesie. Może mieć przesłanki biznesowe/zawodowe, kulturoznawcze, rekreacyjne (coraz bliżej turystyki), ale także religijne, czy też polityczne.

Turystyka za to jest ogółem czynności, które towarzyszą osobom dobrowolnie (!) i świadomie podróżującym w celach rekreacyjnych, poznawczych, zawodowych, kulturalnych, sportowych, i tak dalej, i tak dalej… Nacisk kładziony jest właśnie na wcześniej wspominaną dobrowolność. Czy wieczór kawalerski w Berlinie to akcja dobrowolna? W większości przypadków tak. Świadoma? Najpewniej też. Ale już emigracja zarobkowa? Albo ucieczka przed wojną? Tutaj już mamy do czynienia z podróżą.

Według UNWTO Tourism Highlights (dane z 2013 roku), turystyka mimo konfliktów lokalnych i światowych, jest jedną z najszybciej rozwijających się kategorii gospodarki światowej. Zerknijmy na liczby: 1950 r. – 25 mln, 1980 r. – 278 mln, 1995 r. – 528 mln, 2012 r. – 1,8 mln. Specjaliści z agendy ONZ-u przewidują, że do 2030 r. turystów będzie aż 1,8 mld (!). MILIARDA – nie zmyślam, tak podają fachowcy.

Mądre głowy opracowały również współczynnik GPD, czyli produkt globalny. Według World Travel & Tourism Council (dane z 2014 roku) turystyka i podróże wszelkiej maści stanowiły w 2013 roku 9,5% produktu globalnego, czyli 6990,3 bln dolarów. Bln, czyli biliony — tłumaczę już sam sobie, bo przyznacie, liczba robi wrażenie. Ile to wypraw dookoła świata, ile lotów (i to nie tanimi liniami, sorry Hubert), ile hoteli, hosteli, Airbnb, czy hamburgerów w Mielnie.

A jak jest u nas? W samej Polsce branża turystyczna w 2005 roku obejmowała ok. 1 000 000 miejsc pracy, czyli mniej więcej 7,1% ogółu zatrudnionych. W 2014 turystyka przekładała się na ponad 6% produktu krajowego brutto.. Sporo, a tendencja jest nadal wzrostowa.

Zdjęcie: materiały prasowe, więc na legalu

Teraz trochę historii, takiej szkolnej, ale tylko trochę. Wyraz turystyka po raz pierwszy w polskim piśmiennictwie został zdefiniowany w 1847 roku. Pojawił się w mało porywającej lekturze, bo w Słowniku podręcznym wyrazów obcych i rzadkich w języku polskim używanych. Wydana w Królewcu cegła była dziełem Xawerego Łukaszewskiego. Nie było opcji, aby autor o tak designerskim imieniu nie zaczerpnął hasła z języka francuskiego albo łaciny. Bazował na obu — przyjął, że turystyka pochodzi od łacińskiego tornare lub francuskiego tour (franc. podróż okrężna z ustaloną kolejnością odwiedzanych miejsc). Nie jest to w sumie oderwane od rzeczywistości — dzisiaj mamy przecież Tour de France albo Tour de Pologne, a także artystyczne tournée.

W tym miejscu też trochę historii, ale o naprawdę dobrych agentach. Na początku początków turystyki w Polsce panowała moda na wyjazdy o charakterze religijnym, czyt. pielgrzymki, chociaż jeśliby trzymać się początkowych wniosków, lepiej nazwać te wypady podróżami. Przykładowo,Bolesław Krzywousty bywał we Francji, na Węgrzech, a nawet w Ziemi Świętej (Tel Awiwu nie zwiedził, ale na Jerozolimę się załapał). Na Bliskim Wschodzie wojowali także Władysław II oraz Henryk II Pobożny (ostro pobożny, bo chodziło o krucjaty). 

Kto jeszcze nie mógł usiedzieć w miejscu? Naprawdę niezłym obieżyświatem był wrocławski franciszkanin Benedykt, zwany Polakiem (wymowne). W XIII wieku trochę pojeździł, bo miał całkiem fajną posadę w poselstwie papieskim. Tak też dotarł do Mongolii i Chin.

Zdjęcie: Krzywousty z ziomkami obczaja trasę na wschód – koloryzowane

Zdjęcie: grafika Artura Szyki; na Wiki wykorzystali, więc też możemy – [SPOILER ALERT] o panu na focie również będziemy pisać

Innym pra-podróżnikiem-rodakiem był Jan z Kolna. Z nim też jest ciekawie, bo niby z Podlasia, ale niektórzy mówią, że Norweg, albo Duńczyk. Miał dotrzeć wraz z Dietrichem Piningiem do Ameryki jeszcze przed Kolumbem (1476 r.) i rozbijać się w okolicach Bostonu. Badacze starają się obalić tę teorię, aczkolwiek sprawa bardzo ciekawa.

Jedni wędrowali pieszo — Andrzej Cioł i jego pielgrzymka do Santiago de Compostela; jeszcze inni byli prekursorami wypadów nad Nil — Jan Łaski i wyprawa do Egiptu oraz Palestyny; a niektórzy nawet docierali do Amazonki — Krzysztof Arciszewski i rejs do Brazylii w służbie armii holenderskiej (nawiasem mówiąc ciekawy facet, bo i pracował dla Holendrów jakieś 350 lat przed naszymi pielgrzymkami do Niderlandów — wrócił w randze admirała — i zwiedził naprawdę kawał świata już na przełomie XVI i XVII wieku).

Po Indiach wędrował niejaki jezuita Michał Boima, autor opisów chińskiej flory i map tamtego regionu. Kolegą po fachu był misjonarz Tadeusz Krusiński wędrujący po Azji i Bliskim Wschodzie — poliglota (9 języków na koncie) oraz autor bestsellerów (jego publikacje o Dalekim Wschodzie tłumaczono m.in. na angielski, niemiecki, holenderski, francuski i turecki).

W tych wyliczeniach dotarliśmy tylko do wieku XVIII, a to przecież nie koniec. Ilu było polskich podróżników i odkrywców później? Góra Kościuszki w Australii – mówi Wam to coś? Jasne, Strzelecki Edmund. Jedni z pierwszych polarników? Polacy! Antropologia? Malinowski — Polak!

Bywaliśmy w wielu miejscach, ale niestety o tym nawet nie wiemy. Szkoda. Wypadałoby przypomnieć kilka naprawdę niezwykłych historii o równie niezwykłych ludziach. Zaczynali bez tanich linii, powerbanków i Google Maps. Mieli o wiele mniej możliwości, niż my mamy teraz. 

Może ten cykl Was trochę zmotywuje, może pobudzi wyobraźnię, zainspiruje? Raczej nie, od tego jest niejaki Mateusz Grzesiak. Może przekonamy Was, że historia to nie tylko suche daty i da się o niej rozmawiać w sposób ciekawy? Już cieplej. O tym też będzie cykl Świat.PL – końcówka wielkimi literami, żeby nie wskakiwało hiperłącze (pozdro ludzie od WordPressa!). Jeśli jesteście w stanie przeczytać ok. 6000 znaków (ze spacjami!) to będzie to coś dla Was. W każdy poniedziałek po 19:00 – zapraszamy! 

Autor:

Wiktor Kusak

Student ekonomii pasjonujący się podróżami i pieszymi wycieczkami górskimi. Interesuje się piłką nożną oraz - co nie może dziwić - ekonomią. Jego marzeniem jest zwiedzić Azję, a także przejechać legendarną Route 66.