Świat.PL: Krzysztof Arciszewski – pierwszy (?) Polak w Brazylii

Arciszewski (w stopniu admirała) mógłby posłużyć jako, raz: motyw do rozprawki maturalnej; dwa: wyidealizowany obraz polskiego emigranta (lub przynajmniej emigranta z dużą dozą szczęścia). Kim był i czym zasłynął pierwszy (udokumentowany) Polak w Brazylii?

Zdjęcie: Siedziba Kompanii Zachodnioindyjskiej w Amsterdamie w 1655 r. / Źródło: Domena publiczna

Ciężki charakter

Krzysztof Arciszewski urodził się 9 grudnia 1592 roku w Rogalinie koło Poznania. Już na wstępie miał sporo problemów ze względu na przynależność do braci polskich (czasami określanymi mianem arian). Było to o tyle niekomfortowe położenie, że mimo powszechnej tolerancji religijnej panującej w ówczesnej Polsce, arian masowo wypędzano z kraju (lub przynajmniej uprzejmie kazano wyjechać). Tak też było z Arciszewskim. Początkowo uczęszczał do szkoły w wielkopolskim Śmiglu, a później przeniósł się do Frankfurtu nad Odrą. Docelowo miał dotrzeć do Holandii, ale w międzyczasie Krzysztof Radziwiłł (z tych Radziwiłłów) zaproponował Arciszewskiemu wstąpienie do wojska. Tym też sposobem Krzysztof udał się do Kurlandii (dzisiejsza Łotwa… w pewnym fragmencie). 

Po walkach ze Szwedami wrócił w rodzinne strony i stwierdził, że potrzebuje pewnej odskoczni. Tym też sposobem został… mordercą. Razem z bratem Eliaszem zabił prawnika, Kacpra Jaruzela Brzeźnickiego. Poszło prawdopodobnie o nieuczciwe przejęcie majątku rodziny Arciszewskich. Ciężki charakter naszego bohatera nie przysporzył mu zwolenników. Nawet znany z przychylności wobec arian Radziwiłł nie był w stanie oczyścić braci z zarzutów. Wysłał ich do Niderlandów w celach wywiadowczych. Tak też Arciszewski z mordercy stał się… szpiegiem. 

Holenderski pracodawca

Początkowo pobierał nauki w Hadze, aby później stać się gwiazdą tamtejszej floty. W swoją pierwszą podróż wojenną do Brazylii udał się 16 listopada 1629 roku. Jak sam przyznawał, fascynowała go wizja Nowego Świata oraz… medycyna! Co prawda, wówczas większość wojskowych z przyczyn praktycznych interesowała się jak ucisnąć, aby się nie wykrwawić, ale u Arciszewskiego ta pasja przerodziła się w coś większego (o czym później). Uznawał Holandię za swoją drugą ojczyznę, a fakt, że w tamtych czasach flota niderlandzka uchodziła za jedną z najskuteczniejszych na, powiedzmy, rynku, potęgował chęć zwojowania nowych terenów. Największymi rywalami ekspedycji byli Hiszpanie i Portugalczycy. Arciszewski przebywał w Ameryce Południowej (z przerwami) około 7 lat. Walczył m.in. na obszarze dzisiejszych stanów Pernambuco, Paraiba, Rio Grande oraz Norte. Co ciekawe, pod jego dowództwem służyli dwaj inni Polacy – niejaki Zygmunt Szkop i Władysław K. Wituski. Czy sprawdza się tutaj stereotyp konkwistadora? Niekoniecznie. Holendrzy walczyli WRAZ z Indianami przeciwko Hiszpanom i Portugalczykom. 

Kiedy 18 maja 1636 roku Hiszpanie zjechali Holendrów pod São Salwador, polskie władze przypomniały sobie o Arciszewskim. Mimo walk po stronie niderlandzkiej admirał cieszył się sporą sławą również w Rzeczpospolitej. Gdy jego koledzy po fachu zbierali się po klęsce w Brazylii, on przebywał akurat w Holandii. Gdy otrzymał nominację na generała nad artylerią, admirała floty i pułkownika na lądzie postanowił wrócić do Brazylii, zobaczyć, że nic po holenderskich koloniach nie zostało i… wrócić do domu. Do Brazylii już nigdy nie wrócił. W Amsterdamie zastał list od króla Władysława IV. Miał wracać do Polski. 

Zdjęcie: Muzeum Narodowe

Zdjęcie: Zbiory Biblioteki Narodowej

Home sweet home

Do Polski przybył w 1646 roku, gdzie powrócił do zawodu. Walczył z kozakami i Tatarami, odnotował kilka sukcesów, pomieszkał rok na Węgrzech, później pod Gdańskiem i… zmarł. Nie brzmi to najciekawiej, aczkolwiek na tym nie koniec. Gdy 7 kwietnia 1656 roku admirał odszedł z tego świata, postanowiono Arciszewskiego pochować w Lesznie w zborze kalwińskim. Uroczystość odbyła się w obrządku protestanckim, pożegnano admirała z honorami i… podpalono. Nie chodzi jednak o kremację, a podpalenie Leszna przez wojska polskie kilka miesięcy po pogrzebie. Powód? Podczas potopu mieszkańcy okolicznych wiosek pomagali Szwedom. Ówczesna władza nie zostawiała takich spraw…

Arciszewski pozostawił po sobie bogate prace kartograficzne oraz zapiski dotyczące ludów indiańskich. Nazywany jest nawet pierwszym etnografem tamtych rejonów – opisał m.in. zjawisko kanibalizmu. Co do wcześniej wspominanej medycyny. Admirał żywo interesował się chorobami tropikalnymi, które w tamtych czasach dziesiątkowały wojska. Wydał nawet pracę o leczeniu podagry (De podagra curata). Bestsellerem były też wspomnienia Arciszewskiego z Brazylii wydane w Holandii w 1648 roku, które posłużyły jako źródło informacji o terenie działań wojennych. Na rynku polskim historie admirała ukazały się dopiero w 1895 roku jako Pamiętnik Krzysztofa Arciszewskiego z pobytu w Brazylii

Mimo wspaniałych odkryć i podróży, po Arciszewskim nie zostało wiele. Trochę na wyrost mówi się, że był też pierwszym Polakiem w Brazylii. Był pierwszym UDOKUMENTOWANYM   Polakiem w Brazylii – nic więcej. Jednak faktem jest, że jego legenda jako wybitnego stratega pozostaje żywa, choć odnoszę wrażenie, że na rynku pamięci narodowej wygrywają poeci. Takowym był także sam Arciszewski, aczkolwiek znawcy tematu podkreślają, że do Słowackiego było mu daleko. Publikacji o admirale jest niewiele, chociaż bliżej jego postaci można się przyjrzeć w dokumencie pt. Krzysztof Arciszewski – Konkwistador po polsku… znajdziecie za darmo, w tzw. internecie, ale ciii…

Autor:

Bartek Wojnowski

Fan amerykańskiego komiksu, filmów Tarantino i gruzińskiej kuchni. Podróżuje od 1 miesiąca (!) życia i po 20 latach takich praktyk nie zamierza tego zmieniać.