Być może już wkrótce za Andrzejem Rybińskim „nie liczę godzin ni lat…” zaśpiewają mieszkańcy norweskiej wyspy Sommarøy. Celem tegorocznej kampanii Time-Free Zone jest ustanowienie strefy bezczasowej, a więc gruntowna zmiana organizacji życia i pracy. Na wyspie panują indywidualne warunki, których – zdaniem mieszkańców – uniwersalny system godzin po prostu nie dotyczy.
fot. Luke Chesser, Unsplash
W położonym na północ od koła podbiegunowego rybackim miasteczku od 18 maja do 26 czerwca, czyli przez pełne 60 dni, słońce nie zachodzi w ogóle, co trzystu jego mieszkańcom utrudnia lub wręcz uniemożliwiania rozróżnianie pór dnia. Wokół mostu, który prowadzi na wyspę, widać wiele porzuconych zegarków, symbolizujących zerwanie z klasycznym postrzeganiem czasu. Zdaniem dowodzącego kampanią Kjella Overa Hveddinga, wprowadzenie strefy bezczasowej byłoby po prostu zalegalizowaniem stanu rzeczywistego.
To niejedyny powód. Hvedding jest zdania, że wtłaczanie w sztywne ramy czasowe przyczynia się do stresu i depresji. W strefie bezczasowej każdy będzie mógł „przeżywać swoje życie w pełni”. Zamiast ustalonych z góry godzin pracy czy nauki, Hvedding postuluje pełną elastyczność przez całą dobę.
Z Sommarøy solidaryzują się inne norweskie miasteczka. Poparcie dla kampanii wyraziły już Finnmark oraz Nordland. Kampania przyciągnęła uwagę mediów, co z pewnością przyczyni się do wzrostu zainteresowania wyspą wśród turystów.